piątek, 10 marca 2017

Na tropie dalekich ludów

Unieradz (woj. zachpom, pow. kołobrzeski, gm. Siemyśl) to wioska o liczbie niespełna 80. mieszkańców, a jednak kolejna z tych niezwykłych :) We wsi znajduje się bowiem jedna z najstarszych świątyń w okolicy. Romański kościół pw. św. Michała Archanioła został wzniesiony w XIII wieku z kamieni polnych. Drewniana wieża została dobudowana najprawdopodobniej w XV wieku.
Kościół filialny pw. św. Michała Archanioła, Unieradz, ©Marchevka, 29.12.2013 r.
Obiekt owiany jest legendą ze względu na symbol, jaki można znaleźć na jednym z kamieni wmurowanych w południową ścianę świątyni. Są to dwie dłonie. Do dnia dzisiejszego historycy ani pasjonaci nie rozwikłali zagadki - co one mają symbolizować? Na przestrzeni lat pojawiały się różne hipotezy: od przypisywania magicznych właściwości symbolowi, przez nawiązanie do kary ucięcia rąk złodziejom aż po symbol świętych relikwii, które mogły być przechowywane w świątyni.

Kamień polny wmurowany w południową ścianę świątyni, Unieradz, ©Marchevka, 29.12.2013 r.
Jest też trop prowadzący do... dalekiej Serbii, a dokładnie do sanktuarium w Białej Cerkwii. To tam znajduje się obraz Trzyrękiej Marii, do której modli się odziana na czarno niewiasta. Według legendy kobieta pochodziła z Bośni a do miejsca kultu przybyła uciekając przed napaścią Turków. Najeźdźcy rozgromili całą jej rodzinę, a najmłodszemu dziecku obcięli dłonie, z którymi kobieta właśnie przybyła do Białej Cerkwi.

Wyryte dłonie, Unieradz, ©Marchevka, 29.12.2013 r.
Jak się jednak okazuje – Serbia wcale nie taka daleka, jakby się na pozór mogło wydawać. W okresie średniowiecza na Pomorzu zamieszkiwały plemiona Serbów Łużyckich, blisko spokrewnionych z tymi, których znamy dziś, zamieszkującymi Półwysep Bałkański. Fakt ten wyjaśnia także pochodzenie nazw okolicznych miejscowości takich jak Sarbia czy Sarbinowo, które je powzięły od prawdopodobnych ówczesnych mieszkańców. Nic nie dzieje się bez przyczyny :) 

A tak jeszcze całkiem prywatnie, to przyznam, że trochę przeraziły mnie metadane publikowanych zdjęć. To było ponad trzy lata temu. Założyłabym się, że robiłam je rok później, wtedy gdy szukałam wieży w Rusowie, no ale EXIF nie kłamie, bo staram się pilnować ustawień aparatu, właśnie po to, żeby po jakimś czasie móc się umiejscowić w czasie :D Zdecydowanie się zgubiłam, ale to znaczy tylko jedno – wiosna coraz bliżej!

Czołem! :)

środa, 1 marca 2017

Krok za krokiem, bez napisów, dat i zdarzeń.

Że Marchevka zakochana jest w Polsce, wie chyba każdy bywalec tego bloga :) Żadna to tajemnica, a wręcz przeciwnie i bezapelacyjnie moje miejsce jest tu, między Odrą a Bugiem, od Bałtyku do Tatr. Nie znaczy to jednak, że neguję piękno i historię innych krajów. Pamiętacie zachwyty nad Bornholmem? A wiosenny wypad do Stralsundu i sztormowy Ahlbeck? Zachwycaliście się przecież razem ze mną :)

Chociaż mam wiele do obejrzenia i wiem, że nie zwiedziłam nawet promila Polski, podróż życia będzie zdecydowanie niepolska, a nawet nieeuropejska. Ale pewnie ułoży się tak, że w tę podróż udam się już na emeryturze, bo tam nie wystarczy zabrać termosu z gorącą kawą. Australia wymaga uwagi i konkretnego przygotowania :)

I mimo że moje miejsce na ziemi to bezapelacyjnie Kołobrzeg, istnieje jeszcze jedno miasto, gdzie powietrze pachnie tak, jak lubię, zachodzące słońce zapala mi ogniki w oczach, a nogi niosą tu i tam bez większego planu i celu. Przed siebie, chociaż z ostrożnością, bo naprawdę u siebie czuję się tylko w Polsce. Ale gdyby okazało się, że coś... że ktoś... że jakoś... Mogłabym tam zamieszkać.

Berlin. Miasto, które za każdym razem postrzegam inaczej. Za każdym razem słońce oświetla wszystko pod innym kątem. Za każdym razem, mimo że tak samo, ścieżki wiodą w inne strony. I dzisiaj nie będzie typowego przewodnika, utartych tras, historycznych wywodów. Zapraszam na nieoczywistą wędrówkę przez wszystko i nic. Mój Berlin.


























Ty wiesz :*

czwartek, 16 lutego 2017

Lębork na cztery takty



Łatwo jest zasiąść przed komputerem i mówić "nie mam czasu". Praca, dom, codzienność. Mija czas, aż w końcu docierasz do ściany i masz dwa wyjścia. Zawrócić i powiedzieć, że się nie da, albo zebrać się w sobie i popędzić niczym Potter, w ścianę, aby wypaść na peronie 9 i 3/4. My kolejny raz zaryzykowaliśmy, wzięliśmy rozpęd i zatrzymaliśmy się dopiero 160 km dalej, w Lęborku.

Złoty świt, Tymień, 28.01.2017, ©Marchevka.
Kiedy przygotowywałam się do wypadu i nanosiłam na mapę wszystkie punkty do zobaczenia, złapałam się za głowę - kiedy my to wszystko obejdziemy?! Przecież tego jest tak bardzo dużo i tak bardzo daleko! Ale nie ma tego złego, mamy cały dzień, może nie będziemy się nudzić... Wrzuciłam więc mapę, bilety i termos do plecaka, oczekując przygody.

Gdzieś w trasie, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Pogoda dopisywała, słońce złotem zalało okoliczne pola. Niezmiennie zachwycają mnie poranki skąpane w nisko wiszącym słońcu. Kiedy złota tarcza wprost oświetla twarz, a promienie bezczelnie kolorują każdy dostępny zakamarek. Udany poranek gwarantuje udany dzień i tym razem też tak było! Sami zobaczcie :)

Na raz!

Wyszliśmy z pociągu i pomknęliśmy przed siebie spragnieni nowych wrażeń. Jeszcze dobrze nie nabraliśmy prędkości, a już byliśmy w samym centrum. Zdezorientowani spojrzeliśmy na mapę - wszystko gra. Na przyszłość jednak trzeba zacząć zwracać uwagę na... skalę :) Łapczywie pomknęliśmy przed siebie, obchodząc główne punty miasta i orientując się, gdzie co się znajduje. Wiedzieliśmy, że tu znajdziemy coś, czego próżno szukać gdzie indziej! 

Park im. Lecha i Marii Kaczyńskich, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
A potem poszliśmy kolejny raz, tym razem dogłębniej, uważniej. Zeszliśmy z trasy i weszliśmy na szlak tematyczny. Próbowaliśmy wychwycić z rzeczywistości jak najwięcej, aby jak najwięcej zapamiętać. Znaleźć coś, co będzie jednoznacznie kojarzyło się z Lęborkiem. A kiedy wydawało nam się, że już coś mamy, to złudzenie ulatywało, niczym poranna mgła. Bo znów znaleźliśmy coś, co się wydawało ważne i takie typowo lęborskie.

Łeba, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
I potem były kolejne dwa albo i trzy razy. Ulicę Staromiejską przemierzyliśmy niezliczoną ilość razy. I za każdym razem przystawałam z rozdziawioną japą, nie mogąc uwierzyć w to, co widzę. Czy to w porannym złocie, czy w płaskim szczycie dnia, czy też wieczorową porą, kiedy latarnie oświetlały odnowione elewacje, aleja wyglądała tak samo bajecznie. I chociaż cieszyłam się, że nie ma śniegu, żałuję, że nie było mi dane zobaczyć tego miejsca w grudniowej, świątecznej szacie. Jestem przekonana, że widok byłby baśniowy!

Ulica Staromiejska o poranku, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Łącznie przedreptaliśmy około 16 km, ale na endomondo mam tylko 13, bo nie policzyłam pierwszego kółka rekonesansowego i ostatniego - kiedy spod dworca znów szliśmy do centrum, by przeczekać w ludzkich warunkach na pociąg powrotny :)

Endomondo prawdę Ci powie, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Na dwa!

Centrum to centrum, ale są jeszcze peryferia, a czasu było tyle, że żal nie skorzystać. No i pogoda piękna: choć mroźno, to słonecznie. Najpierw postanowiliśmy wdrapać się na Górę Parkową, na której szczycie znajdują się kamienne kręgi Gotów. Podobno występuje tam pole elektromagnetyczne i podobno działają nadprzyrodzone siły oraz można poczuć polaryzację lewoskrętną. Ja jedyne, co poczułam, to zimny dreszcz, kiedy natknęłam się na zastawione wnyki. Nie mieliśmy narzędzi, żeby uciąć stalową linkę, ale zabezpieczyłam ją tak, jak umiałam najlepiej, żeby chociaż tym razem nikt nie ucierpiał.
Czołg IS-2, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Wspinaczka na Górę Parkową, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Kamienne kręgi Gotów, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Ósmy wymiar, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Wieża Bismarcka na szczycie Góry Parkowej, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Park, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Dobra miejscówa nie jest zła :), Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Potem było już tylko weselej, bo mieliśmy wyjść aż za miasto, żeby zajść na radziecki cmentarz. Zrobiliśmy kilka dobrych kilometrów nie wiedząc, co tam możemy zastać. Czy krzaki, czy jednak nekropolię w przynajmniej poprawnym stanie. Kiedy doszliśmy na miejsce i zobaczyłam dość rozległy teren z całkiem solidnym ogrodzeniem, kamień spadł mi z serca. Na cmentarzu spoczywa ponad 700 żołnierzy Armii Radzieckiej, poległych w walkach o miasto i ziemię lęborską.

Cmentarz żołnierzy radzieckich, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Cmentarz żołnierzy radzieckich, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Cmentarz żołnierzy radzieckich, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Cmentarz żołnierzy radzieckich, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Cmentarz żołnierzy radzieckich, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Cmentarz żołnierzy radzieckich, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Na trzy!

Przenieśliśmy się na moment do średniowiecza. Krążąc między pozostałościami murów miejskich, dotarliśmy w zakamarki, które muszą niezwykle wyglądać o złotej godzinie. My tam doszliśmy, kiedy słońce było w zenicie i nie ma co się oszukiwać, że jest jakiś efekt, bo nie ma, a przynajmniej ja go nie widzę. Ale prawda jest taka, że zespół baszt robi wrażenie bez względu na światło i pogodę. To po prostu warto zobaczyć, podobnie jak zamek, w którym obecnie mieści się sąd, spichlerz, kościół parafialny i wszystko, co tylko mieści się na szlaku pn. "Śladami średniowiecza".

Mury miejskie, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Mury miejskie, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Parking historii, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
A to co?, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Baszta Bluszczowa, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
I mury, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Wzorek jak na Baszcie Morze Czerwone w Stargardzie :), Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Baszta nr 24, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Sanktuarium św. Jakuba Apostoła, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Spichlerz, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Zamek krzyżacki, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Na cztery!

A na koniec miszmasz, czyli wszystko to, co nie znalazło się powyżej :) Na początek - niecodzienna Galeria Jakubów. Oprócz tak oczywistych postaci noszących to imię, jak św. Jakub czy Jakub Wejher, możemy znaleźć tam także Kubusia Puchatka, Lokomotywę Kubę oraz... Jamesa Bonda! Nie wspominam już o mojej miłości z lat bardzo małoletnich - Jamesie Morrisonie z The Doors :) 

Galeria Jakubów, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Galeria Kubusiów :), Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Kolejną, przesympatyczną atrakcją jest fontanna z żabkami na placu Żwirki i Wigury. Niestety z powodu ujemnych temperatur instalacja jest nieczynna. Na brzegu siedzi osiem żabek z brązu, a strumień tryskający im z pyszczków jest regulowany. Ponadto fontanna podobno gra :) 

Fontanna z żabkami, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Na uwagę zasługuje także neogotycki budynek Poczty Polskiej z pięknym białym orłem na elewacji, niestety bez korony. Gmach wzniesiony został na początku XX wieku, natomiast gruntowną przebudowę przeszedł w latach 70. ubiegłego stulecia, zyskując tym samym funkcjonalność niezbędną dla działalności pocztowej.

Gmach Poczty, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Naprzeciw poczty natomiast stoi o pięć lat starszy ratusz, który leży poza pierwotnymi granicami starego miasta. W tym budynku wyróżniającym się elementem jest czworoboczna wieża, która w internecie wygląda dużo okazalej niż na moich zdjęciach :P 

Ratusz, jakiś taki rozjechany, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Ponadto w mieście rozmieszczone są w różnych miejscach tabliczki z historycznymi zdjęciami miejsc, w których znajdujemy się obecnie. Przyjemnie jest przystanąć, popatrzeć, porównać...

Śladami historii, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
I to by było na tyle. Osobiście jestem szczerze oczarowana miastem, zabytkami, ale także życzliwością ludzi. Wyobraźcie sobie, że ani razu nie staliśmy przy przejściu dla pieszych - nim zdążyliśmy się zbliżyć, już kierowca zatrzymywał auto, byśmy bez zatrzymywania mogli przekroczyć jednię. To jakiś obłęd, ale bardzo pozytywny obłęd :)

Maszynka nam powiedziała, że widzieliśmy już wszystko :), Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Mam nadzieję, że zachęciłam Was do odwiedzenia tego miasta, a dziś bilecików nie ma, bo kolejowe są w książce, a książka na wojażach. Natomiast do Muzeum nie udało nam się wejść, bo było zamknięte, zatem kolejny raz wyjechaliśmy z zamiarem powrotu, ale te nasze powroty zrealizujemy zapewne dopiero... na emeryturze :)


Obserwatorzy